W ostatnich testach nowego agenta AI od Google – Gemini Spark – jedno jest pewne: technologia osiągnęła poziom, który jeszcze chwilę temu wydawał się science fiction. Spark nie tylko sprawnie zarządza kalendarzem czy automatyzuje codzienne zadania – potrafi też „wiedzieć” rzeczy, których użytkownik nie podał wprost. Poda imiona Twoich dzieci, żony. Jak wabi się Twój pies. Mimo że tych informacji nigdy Google nie dostarczyłeś. To budzi jednocześnie zachwyt i głęboki niepokój.
Trudno nie zauważyć, że kierunek rozwoju tej klasy narzędzi jest jasny: maksymalizacja produktywności. Każda minuta ma być zoptymalizowana, każdy proces usprawniony, a każda decyzja wsparta algorytmem. Problem w tym, że ta obsesja produktywności nie dotyka sedna. Nie naprawia systemu, który generuje presję, chaos i ciągłe poczucie pilności. Zamiast tego oferuje kolejną warstwę narzędzi – oczywiście w modelu subskrypcyjnym.
Big Tech przez lata zacierał granice między pracą a życiem prywatnym. Teraz oferuje rozwiązanie w postaci AI, które ma pomóc nam radzić sobie z rzeczywistością, którą sam pomógł stworzyć. Gemini Spark jest tu tylko jednym z przykładów – niezwykle skutecznym, ale wpisującym się w szerszy trend: monetyzacji naszej uwagi, czasu i danych.
Najbardziej niepokojące jest to, że wzrost produktywności od dawna nie przekłada się na lepsze życie. Automatyzujemy coraz więcej, ale nie pracujemy mniej – często wręcz przeciwnie. Jednocześnie rosną wyceny firm technologicznych, a użytkownicy płacą kolejne 99 dolarów miesięcznie za „usprawnienie” codzienności.
Gemini Spark pokazuje, jak daleko zaszliśmy technologicznie. Ale jednocześnie przypomina, jak niewiele zmieniło się systemowo. Możemy mieć perfekcyjnie zaplanowany dzień – tylko co z tego, jeśli nadal nie stać nas na to, żeby go przeżyć tak, jak chcemy?